Druckmann stawia karty na stół. Co dalej z uniwersum The Last of Us?
Neil Druckmann sugeruje przyszłe projekty w świecie TLOU. Analizujemy, co te „przystanki” mogą oznaczać dla Naughty Dog i całego rynku gier.
Wszystko zaczyna się od obrazków. Gdy Neil Druckmann, wizjoner stojący za The Last of Us, wrzucił na Instagram szkice z 2003 roku, branża na chwilę wstrzymała oddech. Nie chodziło o nostalgię za starymi projektami. Chodziło o coś więcej. W opisie czytamy:
„Jestem wdzięczny za każdą część tej podróży, szczególnie za te kilka przystanków, które jeszcze przed nami”— Neil Druckmann. To nie jest pożegnanie z uniwersum, które stało się żyłą złota dla Sony i Naughty Dog. To jasna zapowiedź: przed nami kolejne etapy tej historii.
Strategia: więcej niż tylko sequele
Pytanie brzmi: czym dokładnie są te „przystanki”? Najprościej byłoby założyć, że to The Last of Us Part III. To logiczne, ale patrząc na ruchy Naughty Dog, byłoby to zbyt wąskie myślenie. Druckmann nie buduje tylko kolejnych gier – on tworzy ekosystem. Sony posiada markę o ogromnym potencjale, która może trwać dekady, podobnie jak God of War czy Gran Turismo.
Rynek gier AAA mocno się zmienia. Inwestowanie wyłącznie w wielkie single-playery to ryzyko, dlatego niemal pewnym „przystankiem” jest projekt multiplayerowy. Coś w stylu Factions, ale jako samodzielna, dochodowa produkcja, która utrzyma graczy przy konsolach między wielkimi premierami.
Imperium wykracza poza konsole
Druckmann nie jest tylko twórcą gier – to szef kreatywny adaptacji. Sukces serialu HBO udowodnił, że świat TLOU ma potężną siłę przyciągania poza gamingiem. Kolejne „przystanki” to prawdopodobnie kolejne sezony serialu, spin-offy czy nawet produkcje kinowe. Każdy taki projekt to nowy strumień przychodów i sposób na uniezależnienie się od jednego medium. To czysta matematyka: zabezpieczenie aktywa, w które wpompowano miliardy dolarów.
Technologia: chmura i VR?
Co jeszcze kryje się w „drodze” Druckmanna? Deweloperzy z Naughty Dog już pokazali, co potrafi DualSense w rękach Ellie. Teraz czas na więcej. Projekt skrojony pod PlayStation VR2 wydaje się idealny – świat pełen napięcia i skradania to naturalne środowisko dla VR. Do tego dochodzi ekspansja na PC i chmurę w ramach PlayStation Plus Premium. Sony maksymalizuje zasięg swoich hitów, budując coraz silniejszą zależność graczy od swojego ekosystemu.
Nowy wzorzec dla branży
Druckmann reaguje na presję rynku. Produkcja gier AAA staje się coraz droższa, a oczekiwania graczy szybują w kosmos. Rozbudowując uniwersum TLOU o różne formaty, studio szuka stabilności finansowej. Jeśli ten model się sprawdzi, może stać się nowym standardem dla największych marek – zamiast wydawać jedną grę co 7 lat, dostajemy regularne „przystanki” w ramach jednego uniwersum.
Wyzwanie dla Naughty Dog
Wewnętrznie to rewolucja. Tworzenie multiplayera to zupełnie inna bajka niż praca nad kampanią single-player. Wymaga to innego podejścia do danych, balansu i wsparcia na żywo. To ryzykowne – reputacja Naughty Dog opiera się na perfekcyjnych, autorskich historiach. Potknięcie mogłoby zaboleć, dlatego studio zapewne będzie działać ostrożnie, budując społeczność krok po kroku.
Koniec końców, to już nie jest tylko historia Ellie i Joela. To budowanie samowystarczalnej rzeczywistości, która wyznacza kierunek dla całej branży.
Czy Naughty Dog pracuje nad grą multiplayer w świecie TLOU?
To najbardziej prawdopodobny scenariusz wynikający z obecnej strategii Sony, jednak studio nie potwierdziło oficjalnie, że taki projekt jest w pełnej fazie produkcji.
Czy zobaczymy kolejne sezony serialu?
Tak. Sukces pierwszego sezonu HBO praktycznie gwarantuje kontynuację, o ile umowy z twórcami i dostępność obsady (Pedro Pascal, Bella Ramsey) na to pozwolą.
Czy te projekty trafią na PC?
Wszystko na to wskazuje. Strategia Sony ewoluuje w stronę PC, więc przyszłe hity z serii TLOU najpewniej trafią na komputery osobiste, choć z pewnym opóźnieniem względem premiery na PlayStation.