Marathon w ogniu zmian. Bungie boi się klapy i ucieka od hardcore'u?
Bungie zmienia kurs. Marathon dostanie tryby PvE i ułatwienia. Czy to uratuje projekt przed finansowym gniewem Sony?
Bungie ma problem. I to spory
Rynek extraction shooterów to dzisiaj dżungla, w której przeżywają tylko najsilniejsi. Bungie, studio kojarzone dotąd z niemal chirurgiczną precyzją przy serii Destiny, nagle stanęło pod ścianą. Z moich informacji wynika, że projekt Marathon przechodzi właśnie bolesną operację na otwartym sercu. Zespół pod wodzą Joe Zieglera w końcu to zrozumiał: zbyt wysoki próg wejścia zabija zainteresowanie szybciej niż jakikolwiek cheater.
Marathon miał być wielkim powrotem do korzeni, ale rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te plany. Zamiast budować armię fanów, studio wygenerowało potężny opór. Gracze po prostu nie mają ochoty spędzać w grze połowy życia tylko po to, żeby przeżyć jedną rundę. Sprawa jest prosta: dane wewnętrzne pokazały, że nowi użytkownicy uciekali z krzykiem po kilku meczach. To zmusiło zarząd do wyrzucenia pierwotnych założeń do kosza i napisania fundamentów na nowo.
"Marathon jest zbyt trudny do ogarnięcia. Łatwo odbić się od ściany, jeśli nie siedzisz w grze non-stop, nie masz zgranej ekipy albo nie masz skilla na poziomie pro-playera."— Joe Ziegler
Plaga "sweatów". Dlaczego nikt nie chce grać w torture-porn?
Powiedzmy to wprost: ten gatunek choruje na elitarność. Kiedy jedyną opcją na zabawę jest starcie z ludźmi, którzy znają każdy piksel mapy na pamięć, „niedzielniacy” odpuszczają. Bungie w końcu zauważyło, że ludzie nie chcą się ciągle „pocić” przed monitorem. To realny kryzys, który wywrócił do góry nogami plany na drugi i trzeci sezon.
W kuluarach mówi się o „zmęczeniu rywalizacją” i to zjawisko dobija niemal każdy tytuł typu extraction. Jeśli błąd oznacza utratę wszystkiego, a przeciwnik to esportowy cyborg, gra staje się niszowa. Bungie musi teraz znaleźć złoty środek. Muszą dać nam dreszczyk emocji, ale bez poczucia, że gra nas biczuje za każdy najmniejszy błąd.
Co mówią przecieki? Czy to się może udać?
Pytanie brzmi: czy ekipa od Destiny potrafi dorzucić tryby PvE bez rozwadniania klimatu, który Marathon miał budować? Historia zna wiele przypadków, gdzie „zmiękczanie” gry kończyło się wkurzeniem hardkorowców i brakiem nowych graczy. Ziegler niby wie, co robi, sugerując, że nie zmieniają gatunku, a jedynie poszerzają ofertę. Ale umówmy się – to stąpanie po kruchym lodzie.
Kluczem do sukcesu ma być system C.A.R.R.I., który stanie się bardziej przystępny, oraz całkowita przebudowa progresji. Jeśli po przegranej rundzie nie zostaniemy z niczym i będziemy czuć, że postać i tak się rozwija, próg wejścia spadnie. To fundamentalna różnica między wyzwaniem a zwykłą niesprawiedliwością.
Era PvE i PvP-lite: Ratowanie tonącego statku?
Co to oznacza dla nas, graczy? Bungie wrzuca do gry eksperymenty, które mają nas trochę „przytulić”. PvE-focused mode, czyli kooperacja bez strachu, że ktoś nam wpakuje kulkę w plecy z krzaków, to bezpośrednia odpowiedź na prośby społeczności. Z kolei PvP-lite ma być takim pomostem – czymś dla tych, którzy chcą powalczyć, ale niekoniecznie z najlepszymi snajperami na serwerze.
Te zmiany to też próba ratowania balansu. W pierwszym sezonie „nade spam” kompletnie zepsuł zabawę. Nowe tryby mają pozwolić nam w końcu nacieszyć się światem gry. Artyści z Bungie odwalili kawał dobrej roboty, projektując te lokacje, a do tej pory nikt nie miał czasu ich podziwiać, bo każdy tylko uciekał przed śmiercią.
Nowe mapy i Runner Shell w remoncie
Sezon drugi to nie tylko kosmetyka. Nowa mapa, Dire Marsh, wprowadzi wariant nocny, co kompletnie zmieni zasady podchodzenia przeciwników. Bungie grzebie też przy systemie Runner Shell i chce przyspieszyć wbijanie rang we frakcjach. I bardzo dobrze, bo dotychczasowe tempo progresji było, nie owijajmy w bawełnę, nieprzyzwoicie wolne.
Co więcej, duo queue wchodzi na stałe do rotacji. To pokazuje, że deweloperzy w końcu zaczęli słuchać ludzi. Nie każdy ma dwóch ogarniętych kumpli pod ręką, a walka w duecie przeciwko pełnym, zgranym klanom była po prostu drogą przez mękę.
Finansowy nóż na gardle od Sony
Nie miejmy złudzeń – tu chodzi o kasę. Sony niedawno wypluło raport: 765 milionów dolarów straty na inwestycjach w Bungie. To boli. Każda decyzja Zieglera jest teraz pod lupą księgowych. Sezon czwarty i piąty to będzie dla Marathonu prawdziwe „być albo nie być”.
Inwestorzy nie będą czekać wiecznie. Jeśli tryby PvE nie przyciągną tłumów, przyszłość studia może stanąć pod znakiem zapytania. To, co teraz widzimy, to desperacka, choć bardzo logiczna próba ratowania projektu, zanim Sony zakręci kurek z pieniędzmi.
Marathon kontra reszta świata
Patrząc na Escape from Tarkov, widzimy ten sam schemat: gra stała się tak hardkorowa, że ludzie zaczęli uciekać do modów offline. Bungie chce być mądrzejsze i daje to oficjalnie. To ryzykowny ruch, ale jeśli PvE nie będzie wiało nudą, mogą zgarnąć miliony graczy, których odrzuciła wizja „wszystko albo nic”.
FAQ
Czy Marathon porzuci swój hardcore'owy charakter?
Nie ma mowy o całkowitej rezygnacji. Bungie po prostu dorzuca tryby PvE i PvP-lite jako alternatywę, żeby nie zamykać się w małej bańce najbardziej hardkorowych graczy.
Dlaczego gracze uważają Marathon za zbyt trudny?
Próg wejścia był ustawiony absurdalnie wysoko. Brak trybów treningowych i konieczność walki z wymaksowanymi graczami od samego początku sprawiły, że nowi nie mieli szans.
Kiedy pojawią się nowe tryby w Marathon?
Pierwsze eksperymenty z PvE i PvP-lite mają wjechać do gry wraz z nadchodzącymi aktualizacjami sezonowymi, a konkretne zmiany zobaczymy już w sezonie drugim.